środa, 25 grudnia 2013

Świąteczna niespodzianka, czyli "Magia Świąt"

Witam wszystkich w ten Świąteczny dzień. Pragnę złożyć Wam wszystkich najlepsze życzenia, aby te Święta były najmagiczniejszym momentem w Waszym życiu. No i oczywiście, aby było Was tu jak najwięcej. Potterowych Świąt moi drodzy!
.............................................................................................................................................

„Niejeden z nas czasem robi jakiś błąd 
Czasem się zdarza dwa razy pod rząd. 
Ufa tym, co nie warci ufania, 
Kocha tych, co nie warci kochania. 
 A kto wie, czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
I warto mieć marzenia 
Doczekać ich spełnienia. 
Kto wie czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
Nie obserwują zdarzeń, 
I nie spełniają marzeń!!!”

~ DeSu – „Kto wie?”




                Są w grudniu szczególne dni. Choć wieje ostry wiatr, mróz szczypie w policzki, a zaspy osiągają monstrualne wielkości, to w ludzkich sercach gości ciepło. Ciepło wyjątkowe – bo świąteczne. Ciepło to topi w wszelkie złości, przegania żale i troski. Wszystkie spory odchodzą w zapomnienie. I jest tu niedaleko taki dom. Pięknie przystrojony. Od progu wita nas zapach świeżych pierniczków. Ogromna choinka błyszczy w salonie. Rodzina Hermiony Granger od lat świętuje w ten sposób. Zawsze spędzają je w rodzinnym gronie. Ona, jej mąż i dwójka dzieci.


- Rose, kochanie, czy mogłabyś mi pomóc udekorować pirniczki?!
- Już idę mamo! – kobieta wróciła do przygotowywania słodkiej polewy.
- Ronald! – zawołała oburzona, zobaczywszy męża wyjadającego masę kakaową.
- Ałaa! – mężczyzna nie był szczęśliwy, kiedy jego żona uderzyła go drewnianą łyżką.
- To na wigilię, najesz się później – kiedy zrobił minę zbitego psa, dodała kręcąc głową: - Jak dziecko, zupełnie jak dziecko. Przyniósłbyś mi lepiej karpia z piwnicy.
Ron wyszedł z kuchni pomrukując coś o tym, że jemu to już nic się od życia nie należy. W progu minął się ze swoją córką.
- O, Rose dobrze, że przyszłaś, bo twój ojciec jest całkowicie nieprzydatny w kuchni.
- Właśnie słyszałam – nastolatka zaśmiała się. – To gdzie są te ciastka?
- Stoją w jadalni na stole, przynajmniej taką mam jeszcze nadzieję. – Rose miała już się oddalić, jednak Hermiona ją zatrzymała. – Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. Czy mogłabys wziąć Hugona i zanieść prezenty do wujka Harry’ego i cioci Ginny? Ja naprawdę już dzisiaj nie dam rady, a taty wolę nie wysyłać.
- Jasne mamo, chętnie odwiedzę moich kuzynów.
- Dziękuję Ci kochanie, chyba bym sobie bez ciebie nie poradziła.
- Oj, przesadzasz.

*****
                Jednak nie daleko od tego tętniącego życiem domu, można było spotkać piękną rezydencję, która była całkowitym przeciwieństwem wspomnianego domostwa. Doszukanie się lampek lub jakiejkolwiek ozdoby było niemożliwe. Nawet atmosfera, która tam panowała nie była zbyt radosna, a co dopiero świąteczna. Na sofie leżała kobieta z ciemnymi, brązowymi włosami. Spod jej sukni odznaczał się spory, ciążowy brzuszek. Była pochłonięta lekturą za którą akurat się zabrała. Obok niej na fotelu siedział wysoki mężczyzna o platynowych włosach. Aktualnie przeglądał Proroka Codziennego. Ich syn błąkał się bez większego celu po całej rezydencji. Tak właśnie wyglądały Święta Dracona Malfoya i jego rodziny.

- O której kolacja? – chłopak zwrócił się do rodziców.
- Skrzaty miały ją przygotować na dwudziestą – odpowiedziała mu matka, nie odrywając wzroku od lektury.
- Wspaniale – mruknął. – Wychodzę.
- Dokąd idziesz? – tym razem kobieta spojrzała na syna.
- A jakie to ma znaczenie? – uśmiechnął się ironicznie.
- Masz mi natychmiast odpowiedzieć – kobieta usiadła, choć w jej stanie była to dość powolna opercja.
- Scorpiusie nie wolno denerwować matki w tym stanie – ojciec spojrzał na niego karcąco.
- Wrócę na kolację – powiedział wychodząc z pomieszczenia. – Albo nie…

*****
                Rose zapukała do drzwi domu w którym mieszkali Potter’owie.
- Al, otwórz drzwi! – usłyszała głos cioci Ginny.
- Już mamo!
Zamek w drzwiach szczęknął.
- Cześć Al – uśmiechnęła się do kuzyna.
- Och, serwus Rose – Albus był troszeczkę zaskoczony widokiem kuzynki. – Hej Hugo – przywiatał się z maluchem siedzącym na sankach.
- Przyniosłam prezenty.
- Jasne, wchodźcie – przepuścił ich w drzwiach.
- Ten jest dla ciebie – podała mu paczkę podpisaną jego imieniem. – Mam nadzieję, że Ci się spodoba, bo sama wybierałam.
Albus wyciągnął z pakunku zieloną bluzę. Z przodu widniał napis „ uwaga, bo Ślizgon”, a z tyłu dopisek „… i gryzie”. Chłopak zaśmiał się.
- Dzięki, jest świetna.
- Nie ma za co.
Z kuchni wyjrzała rudowłosa kobieta.
- Rose, jak miło cię widzieć – przytuliła dziewczynę. – Mama nie mogła przyjść?
- Wolała nie zostawiać ciast sam na sam z tatą.
- Rozumiem – Ginny zaśmiała się. – Zostaniecie chwilę, mam gorące kakao?
- Nie, musimy iść jeszcze do wujka Georgea, a nie mamy zbyt wiele czasu. Mama kazała tylko przekazać, że wpadniemy po Świętach.
- Oczywiście. Wesołych Świąt!
- Wesołych Świąt!

*****
                Kiedy Rose była w połowie drogi do domu z nieba zaczął pruszyć śnieg. Hugo zasnął w sankach, dlatego też szła w ciszy, aby go nie obudzić. Mijała zabieganych ludzi, którzy na ostatnią chwilę kupowali prezenty, lub inne potrzebne im rzeczy. Przy jednej z witryn zobaczyła jakąś znajomą sylwetkę. Kiedy ta osoba się odwróciła, miała już pewność, że ją zna, choć nie cieszyła się z tego spotkania. Scorpius Malfoy też ją chyba zauważył, bo ruszył w jej stronę z twarzą wykrzywioną w ironicznym uśmiechu.
- Weasley, stęskniłaś się za mną? – powiedział z udawaną słodyczą.
- Nie mam ochoty cię słuchać, ani tym bardziej się denerwować, więc z łaski swojej daj mi spokój i zejdź mi z oczu – ruszyła przed siebie, jednak chłopak nie miał zamiaru się odczepić.
- Auć, Weasley, mówiono mi, że w wigilię to nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, ale nie myślałem, że to prawda.
- Bardzo śmieszne, Malfoy. Nudzisz się, czy już nikt cię nie kocha, że się uczepiłeś jak rzep psiego ogona?
- Naucz się, że wszyscy kochają Malfoya.
- Taaa… - miała powiedzieć coś jeszcze, ale zamurowało ją kiedy zobaczyła nadbiegającego kuzyna. – Merlinie, tylko nie to! Zabiję cię kiedyś Malfoy, wiesz!
- Rose! Hugo zostawił u nas swojego… misia? – Albus Potter zgłupiał troszeczkę widząc swojego szkolnego kolegę razem z jego kuzynką. – Malfoy, co ty tu robisz? Mówiłeś, że zostajesz w Hogwarcie – chłopak nie krył swojego zdziwienia.
- Życie jest inne od marzeń, Potter.
Al podał zgubionego misia zdębiałej Rose.
- To ja wam nie będę przeszkadzał – rzucił brunet z dość dwuznacznym uśmiechem i oddalił się tak szybko, że rudowłosa nie zdążyła nawet zareagować.
                Następny odcinek trasy przeszli w całkowitej ciszy, jednak blondyn za nic nie chciał się odczepić. Nastolatka zatrzynała się z czerwonymi ze złości policzkami, kiedy poczuła zimny puch na swojej twarzy.
- Malfoy!!! – chłopak zaśmiewał się w najlepsze. Dziewczyna schyliła się i rzuciła śnieżką w blondyna. W tym momencie chłopak zmarszczył niebezpiecznie brwi.
- To oznacza wojnę, Weasley! – rzucali się tak długo, aż całkowicie przemokli. Rose rozejrzała się.
- Gdzie jest Hugo? – w śniegu dojrzała ślady, które prowadziły wprost do ledwo zamarzniętego stawu. – Merlinie, nie! – biegła nawołując chłopca. Dojrzała go wciąż słodko śpiącego na środku stawu. Przestała krzyczeć, żeby go nie obudzić i niepotrzebnie nie straszyć. Weszła ostrożnie na taflę. Była już blisko brata, kiedy lód przeraźliwe skrzypnął. Ostatnie co zapamiętała to wszechogarniające zimno.

*****
- Coś długo ich nie ma – pani Weasley denerwowała się coraz bardziej.
- Zaraz wrócą, nie martw się – pocieszał ją mąż.
- A jak coś im się stało? Nie wybaczyłabym sobie.
- Nawet tak nie mów. Zobaczysz, zaraz tu pewnie wejdą cali i zdrowi – dzwonek do drzwi rozbrzmiał w całym domu. – Widzisz, to pewnie oni – Ron ruszył do drzwi z zamiarem ich otworzenia. Jego mina była nie do opisania, kiedy zobaczył młodego Malfoy’a niosącego na barana Hugona i ciągnącego na sankach Rose, która była przykryta kurtką chłopaka. Hermiona wyjrzała ponad ramieniem męża. Od razu odezwał się jej zdrowy rozsądek.
- Merlinie, Ronald, wpuść ich natychmiast, muszą być przemarznięci! – mężczyzna położył córkę na kanapie przy kominku i przykrył grubym kocem. Hermiona rozebrała rozentuzjazmowanego pięciolatka, śmiejąc się z jego barwnej opowieści. Scorpius stał z boku przyglądając się temu całemu obrazkowi ze smutkiem i, co musiał przyznać sam przed sobą, z zazdrością. W swoim domu nigdy nie doświadczył tyle miłości i troski, co te rodzeństwo w tej chwili.
- To ja już pójdę – mruknął w stronę dorosłych i chwycił klamkę z zamiarem ulotnienia się. Hermiona postanowiła jednak zatrzymać chłopaka. Od razu skojarzyła go z chłopakiem ze zdjęcia, które stało na biurku jej współpracownika.
- Zostań, powinieneś się rozgrzać. Z tego co powiedział mi Hugo, to uratowałeś życie mojej córce – stało się coś niesłychanego: Scorpius Malfoy się zarumienił. Ale nie mógł nie zareagować na ten pełen bezgranicznej wdzięczności i ciepła wzrok kobiety. – Potem powiadomie twoich rodziców, pewnie bardzo się martwią.
- Wątpie – westchnął tylko w odpowiedzi, jednak dalej już nie protestował. W międzyczasie Rose zdążyła się już obudzić. Nawet Ronald uśmiechnął się do chłopaka, kiedy usłyszał o zaistniałej sytuacji.

*****
                Wszyscy śmiali się z żartu Scorpiusa, kiedy to już po raz drugi tego wieczoru rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Tym razem to Hermiona otworzyła. Kiedy blondyn usłyszał głos swojego ojca już szykował się na dziką awanturę.
- Dobry wieczór Hermiono – przywitał się dość uprzejmie Dracon.
- Witaj Malfoy – kobieta wiedziała, że mężczyzna mówi do niej po imieniu, bo po prostu nazwisko jej męża nie przechodzi mu przez gardło. Czasami czuła się, jakby nigdy nie dorośli i nadal byli w Hogwarcie. Teraz jednak była gryfonka skupiła wzrok na stojącej obok mężczyzny kobiecie. Miała długie włosy w kolorze gorzkiej czekolady. Spod zasłony gęstych rzęs spoglądały na nią brązowe oczy. Była dość smukłej budowy, a pod płaszczem odznaczał się  pokaźnych rozmiarów ciążowy brzuszek.
- To moja żona…
- … Veronica Malfoy – kobieta podała Hermionie dłoń.
- Hermiona Weasley, miło mi – w tym czasie zdążył przyjść Scorpius.
- Możesz zacząć się wydzierać – zwrócił się do ojca.
- Scorpius! Masz tak więcej nie robić! Rozumiesz?! Wiesz jak żeśmy się o ciebie cholernie martwili?! – jednak Veronica musiała przerwać wywód swojego męża, kiedy złapał ją ostry skurcz. Ścisnęła go za rękę.
- Draco, zaczyna się.
- Merlinie, co?! Teraz?! – z pomocą Rona posadzili kobietę na kanapie. – Nie dostaniemy się przecież teraz do Munga! – mężczyzna powoli zaczynał panikować.
- Malfoy uspokój się. Ronald, sprowadź tu szybko Neville’a  - Hermiona musiała zachować zimną krew. – Zaraz zjawi się magomedyk, spokojnie. Oddychaj głęboko – kobieta starała się uspokoić ciężarną.

*****
- Jeszcze chwila, już prawie jest! – po domu rozniósł się płacz noworodka. – Gratuluję państwu ślicznej córeczki – Newille podał dziecko zmęczonej matce. Hermiona odprowadziła przyjaciela do drzwi.
- Powiedz Malfoy’owi jak ochłonie, że powinni się zgłosić jutro z dzieckiem do szpitala, aby przeprowadzić rutynowe badania.
- Oczywiście. Dziękuję Neville.
- Nie ma za co. Luna kazała przekazać wszystkim życzenia.
- Dziękujemy, pozdrów ją od nas.

*****
                To były wyjątkowe Święta, które zmieniły wiele w życiu obydwu rodzin. Nikt by nie pomyślał, że rodziny Malfoy i Weasley mogą wspólnie usiąść przy wigilijnym stole. Nikomu przez myśl by nie przeszło, że Draco może zachwycać się ciastami Hermiony, a Ron i tak by twierdził, że jego własny kawałek na pewno smakuje lepiej. Nikt by nie posądził tych ludzi, że mogą razem usiąść przy kominku i wraz z małą Julie śpiewać kolędy. Mikt by nie przewidział, że Rose i Scorpius mogą pocałować się pod jemiołą. I nikt by nie powiedział, że te rodziny mogą się zaprzyjaźnić. Jednak należy pamiętać, że Święta to magiczny czas, w którym dzieją się rzeczy niesłychane.

3 komentarze:

  1. Kocham tę miniaturkę <3
    Veronica hmmm. pomyślmy skąd to wzięłaś xdd
    Tak czekałam na dramione ,że zapomniałam o twojej obietnicy (Rose+Scorpius) *.*
    Dziękuje za życzenia słońce i niech Salazar ma Cię w swojej opiece ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. A wracając do mojej opinii ...
      sama wiesz ,że czytałam bardzo dużo miniaturek ,ale ta ...
      No dobra spróbujmy inaczej, ta miniaturka mnie zauroczyła i zapewniał Cię słońce ,że nie raz wrócę do tej historii w poszukiwaniu weny. <3

      Usuń