niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział VIII

To chyba mój ulubiony rozdział. A Wam jak się podoba?
.......................................................................................................................................
                Widział ją. Chciał do niej biec, krzyknąć, ale nie mógł choćby drgnąć. Czuł ucisk w klatce piersiowej. Spojrzała na niego i z delikatnym uśmiechem powiedziała:
- Obudź się wujku! – zaraz, co?! Sen zaczął się rozmywać, ale ucisk nie ustał. Powoli wracał do rzeczywistości. Otworzył oczy i pierwsze, co zobaczył to Hope. Ale co, na Merlina ona tam robiła?! Przy okazji rozgryzł skąd wziął się ucisk. Dziewczynka najzwyczajniej w świecie na nim siedziała.
- Hope, dlaczego nie jesteś w swoim łóżku?
- Bo u ciebie był zły potwór. Krzyczałeś i się obudziłam. Moja mamusia mówi, że najlepszym lekarstwem na złe potwory jest obecność kogoś z dobrym potworem. Mamusia tak robiła i zawsze działało – wzruszyła ramionami. Nick właśnie pojął znaczenie „potworów”. Postrzeganie świata przez to drobne dziecko było dość intrygujące. Przypominała mu trochę pannę Lovegood.
- I dlatego tu przyszłaś?
- Aha – nie wiadomo, kto był bardziej zdziwiony. Nick zachowaniem Hope, czy Hope szokiem Nicka.
- Która godzina? – dziewczynka wychyliła się i spojrzała na zegarek.
- Ósma – Nick uspokojony opadł na poduszki. – Ale ta długa laseczka jest na czwórce.
- Co?! Mamy dziesięć minut na ubranie i dotarcie na śniadanie. Moja siostra ma kilka dziwactw. Jednym z nich jest jedzenie śniadania punkt ósma trzydzieści – dziewczynka szczerze się roześmiała. Po chwili oboje uwijali się jak w ukropie. Nick z tego wszystkiego ubrał spodnie tył na przód. Miał ochotę powiedzieć mało cenzuralne słowo, ale ostatecznie ugryzł się w język. Dzięki Kate znał kilka „kobiecych” zaklęć, więc nie musiał rzucić się ze szczotką na włosy Hope. Biegli ile sił w nogach. Pod drzwiami chwilę uspokajali oddechy. Na szczęście zjawili się punktualnie. Usiedli przy suto zastawionym stole. Kate przywitała go całusem w policzek. Z Malfoyem skinęli sobie jedynie głowami.
Blondynka w tym czasie kucnęła przy dziewczynce.
- Jestem Kate – wyciągnęła do niej rękę z uśmiechem. Dziewczynka z wahaniem spojrzała na Nicka. Ten przytaknął jej z uśmiechem.
- Mam na imię Hope – uścisnęła dłoń kobiety.
- Lubisz naleśniki?
- Uwielbiam!
- To zaraz Ci przyniosę – Kate wyszła, a atmosfera zrobiła się bardziej ponura. Draco pochylił się w stronę Nicolasa.
- Dużo ryzykujesz – niestety Riddle nie zdążył odpowiedzieć, gdyż do pomieszczenia wparował Zabini. Usiadł przy stole i teatralnym gestem wsadził sobie serwetkę za kołnierz.
- Coś mnie ominęło? – spojrzał na osłupiałych mężczyzn.
- Nie – odpowiedzieli zgodnie.
- Na pewno?
- Tak! – warknęli rozdrażnieni.
- Okej, okej, tylko pytałem. Wyluzujcie – przeniósł wzrok na Hope. – Ale tej młodej damy jeszcze nie miałem przyjemności poznać.
- Jestem Hope.
- Ja jestem Blaise – pochylił się w jej stronę. – Ale możesz mi mówić Diabeł – mrugnął do niej porozumiewawczo. Hope przytaknęła z uśmiechem. W tym momencie wróciła Kate z talerzem naleśników.
- Och, Kate, skąd wiedziałaś, że uwielbiam naleśniki? – Zabini miał zamiar pochwycić talerz ciepłego jedzenia.
- To nie dla ciebie Zab – postawiła talerz przed Hope. – Smacznego – uśmiechnęła się do niej. Diabeł miał zbolałą minę.
- Bo mnie to się już nic nie należy! – mruknął niezadowolony.
- Och daj spokój Diable – Kate cmoknęła go w policzek.
- Hej, ja też jestem nieszczęśliwy! – Draco był autentycznie oburzony. Jego Kate pocałowała w usta.
- Lepiej Ci? – zapytała.
- No może na razie wystarczy – spojrzał na kobietę z chytrym uśmiechem. Nick wywrócił oczami. Jednak nagle się roześmiał widząc rozpłaszczającego się na twarzy blondyna naleśnika. Sprawcą był oczywiście nikt inny jak szanowny pan Zabini. Nick musiał przerwać swój śmiech, kiedy Draco wylał na niego całą zwartość butelki z syropem klonowym. Po chwili w jadalni miała miejsca ogromna bitwa na jedzenie. Ktoś ją jednak musiał przerwać. I choć może i pośrednio, ale dokonał tego Tom Riddle. Nick złapał się za nadgarstek. Stwierdził, że ojciec musi być w naprawdę kiepskim humorze skoro sprawia mu aż taki ból. Wszyscy stali się na powrót bardzo poważni. Jedynie Hope nie mogła pojąć tak nagłej zmiany w zachowaniu dorosłych.
- Muszę iść – Nick wstał energicznie od stołu. Przed wyjściem skierował swoją uwagę na dziewczynkę. – Zostań tu, dobrze? Niedługo wrócę – dziecko przytaknęło.
~~***~~
                Dotarł do potężnych, zdobionych wrót. Miał zamiar zapukać, jednak nim zdołał choćby zbliżyć pięść do zimnego drewna, wrota stanęły przed nim otworem. Czuł się trochę jak w niskobudżetowym horrorze. Przeszedł przez próg, a ozdobny kawał drewna usłużnie się za nim zamknął z cichym trzaśnięciem. Jego ojciec siedział za potężnym biurkiem. Nie nosił munduru. Miał na sobie jedną z szat. Choć wydawała się gładka, zdobiona była granatowymi, połyskującymi nićmi. Dół stroju sprawiał wrażenie lizanego przez ciemne płomienie. Słowem strój prezentował się upiornie. Zdaniem młodego mężczyzny idealnie pasował do szaleńca, jakim był jego ojciec. Nicolas nie zapominając o zasadach, zasalutował i pokłonił głowę przed swoim „panem”.
- Brudzisz mi podłogę – tak, Voldemort zawsze witał swojego syna bardzo przyjaźnie. Nick spojrzał pod nogi. Dopiero teraz uświadomił sobie, że się nie wyczyścił i, że syrop klonowy obficie skapuje z jego munduru. Machnął różdżką, aby naprawić swój błąd. Voldemort odwrócił się do niego plecami. Blondyn jakby nie zważając na niego usiadł wygodnie na skórzanej kanapie.
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Pojedziesz do swojego ukochanego Hogwartu. Tym razem za moją zgodą – spojrzał na Nica ostro. Młodszy wytrzymał spojrzenie. – Znajdziesz mi wśród siedmiorocznych odpowiednich kandydatów na szpiegów. Ktoś w Hogwarcie nie jest do końca przekonany, co do moich rządów.
- Chcesz się wysługiwać dziećmi?
- Mam ci przypomnieć, co ty robiłeś w ich wieku? – na ustach mężczyzny wykwitł złośliwy uśmiech. Nick doskonale pamiętał, co wtedy robił. I wcale nie był z tego dumny. Jednak odznaczenia na jego piersi nie wzięły się znikąd.
- Nie zrobię tego – Voldemort nie specjalnie przejął się odpowiedzią syna. Spojrzał w stronę okna.
- Urocza ta twoja sierota. Szkoda by było, gdyby stało się coś takiemu bezbronnemu dziecku – Nick zrozumiał aluzję. Doskonale wiedział, do czego ten potwór jest zdolny. Nie chciał, aby Hope coś się stało. To było tylko małe dziecko. Zgodził się. Nie miał innego wyjścia.
- Jak miło synu, że jednak spodobała ci się moja propozycja. Weźmiesz ze sobą Dracona – Nick znów chciał protestować. – Chyba, że wolisz towarzystwo Belli – blondyn z dwojga złego wolał Malfoya. On był chociaż stabilny psychicznie. – Zrobicie to jutro, po obiedzie – tymi miłymi słowy Tom Riddle zakończył to urocze, rodzinne spotkanie i wyszedł z pomieszczenia zarzucając swoją mroczną szatą. Nick nie chciał być wiele gorszy i wychodząc trzasnął drzwiami na tyle mocno, aby trzy czwarte twierdzy dowiedziało się o jego podłym humorze. Jak tak dalej pójdzie to wpadnie w stan permanentnego niezadowolenia.
~~***~~
                Choć zadbano o to, aby podać najlepszy obiad, to generał Riddle nie miał zamiaru go ruszyć. Jakoś na myśl o tym, co go czeka tracił cały apetyt. Nie można było tego jednak powiedzieć o Hope, której najwyraźniej pokaźny, ciepły posiłek przypadł do gustu. Czas, kiedy włóczyła się samotnie i głodowała odcisnął na niej piętno.
- Chcesz iść ze mną do Hogwartu? – zapytał mężczyzna. Być może to ostatnia szansa, aby Hope mogła zobaczyć Hogwart takim, jakim on go pamiętał. – Potem moglibyśmy odwiedzić sklep z zabawkami, co ty na to?
- Super! I pokazałbyś mi cały Hogwart? Mój tatuś mówi, że jest ogromny! – Hope zakreśliła ramionami w powietrzu duże koło dla podkreślenia swoich słów.
- Co tylko będziesz chciała zobaczyć – uśmiechnął się do niej.
- A Gilbert też może iść?
- Oczywiście. Jemu pewnie też się spodoba wycieczka – mrugnął do niej.
Po skończonym posiłku ubrali się ciepło. Zima kompletnie pochłonęła całą Anglię. Na zewnątrz panował kilkustopniowy mróz. Wyszli przed Twierdzę. Draco już na nich czekał. Widząc dziewczynkę całą siłą woli powstrzymał się od zgryźliwej uwagi.
- Jesteś gotowy Malfoy? – zapytał szorstko Nick.
- Zawsze Riddle – mężczyzna uśmiechnął się złośliwie. Nicolas stracił nim zainteresowanie. Ukucnął przed Hope. Poprawił jej szalik i czapkę, aby na pewno jej nie zawiało.
- W czasie podróży musisz się mnie mocno trzymać, żebyś nie spadła, dobrze? Będziemy podróżować… - zamilkł na chwilę jakby szukał odpowiedniego określenia. - … Mgłą – tak naprawdę ich środek transportu nie był mgłą. Tak było to najłatwiej wytłumaczyć dziecku, aby go nie przestraszyć. Przynajmniej takie zdanie miał Nick. Mieli poruszać się sposobem zarezerwowanym tylko dla pełnoprawnych Śmierciożerców. Na niebie przypominali bardziej czarną smugę. Ale mniejsza z tym. Nick chwycił Hope mocnym chwytem i odbił się od ziemi. Dziewczynka okazała się bardzo lekka. Zbyt lekka, jak na gust trzymającego ją mężczyzny. Dracon był tuż za nimi. Nick nie przepadał za tym sposobem poruszania, ale był najszybszy i najbezpieczniejszy. I najbardziej efektowny, co przyjemnie łechtało ego Nicolasa. Lubił budzić podziw. Taka cecha rodzinna. Czasem upierdliwa, ale cóż…
Wylądowali przed bramą Hogwartu. Strzegło jej dwóch Śmierciożerców. Na widok generałów przyjęli pozę o nieoficjalnej nazwie „kij od szczotki”. Aż dziw, że ludzki kręgosłup mógł się tak bardzo wyprostować.
                Hope zostawili w pokoju życzeń gdzie mogła się spokojnie bawić, kiedy oni załatwiali swoje sprawy. Skierowali swoje kroki do wielkiej Sali. Wcześniej przygotowali jedną z klas na swoje „zajęcia”. Młodzież została ustawiona przez swoich opiekunów. Blondyni skinęli głowami nauczycielom. W sali panowała całkowita cisza. Nick lustrował wzrokiem zabranych. Niektórzy uciekali przed jego spojrzeniem, choć byli i tacy, którzy hardo patrzyli mu w oczy.
- Mam za zadanie wybrać spośród Was osoby, które nam… Pomogą… Przejdziecie przez serię sprawdzianów. Oto pierwszy – rzucił zaklęcie w stronę niespodziewającego się tego krukona. Wszyscy jak oparzeni wyciągnęli różdżki. Nicolas całkiem dobrze się bawił rzucając niewerbalnymi w uczniów. Przy okazji sprawdzał ich refleks i czujność. Po wszystkim wybrał kilkanaście osób z każdego domu. Ustawił ich w kolejkę. Każdy osobno wchodził do przygotowanej przez mężczyzn klasy. Mieli za zadanie znaleźć ukrytą sakwę z galeonami. Mogli korzystać z wszelkich znanych sobie zaklęć i wskazówek zostawionych w pomieszczeniu. Jednak, aby znaleźć to czego szukali musieli najważniejszą podpowiedź wyciągnąć od Draco. Nick chciał sprawdzić na ile uczniowie są zdolni manipulować ludźmi i do czego są w stanie się posunąć, aby osiągnąć cel. Tacy mu byli potrzebni jeśli mają zlokalizować buntowników. Po wszystkim przemaglował ich jeszcze ze znajomości przydatnych zaklęć i eliksirów. Tym sposobem w etapie końcowym zostało dwóch ślizgonów, gryfon i gryfonka oraz jedna krukonaka. Świeżutcy szpiedzy Voldemorta. Oczywiście ogół sądzi, że mają zupełnie inne zadanie i tak powinno pozostać. Zadowoleni z siebie generałowie ruszyli po Hope, aby móc przenieść się do Hogsmeade.
~~***~~

                W miasteczku panowała dość spokojna atmosfera. Zbliżały się Święta i co odważniejsi wywieszali wszelakie świąteczne ozdoby. Kierowali się w stronę sklepu z zabawkami, jednego z większych w okolicy. Co ciekawsze Malfoy również szedł z nimi. Nick zastanawiał się co też takiego on może kombinować. W sklepie spędzili dobrą chwilę. Hope oglądała wszystkie zabawki jak zaczarowana. Nicolasowi na ten widok jakoś cieplej robiło się na sercu. Kupili kilka ciekawszych rzeczy z oferty sklepu. Draco natomiast zainteresował się misiami. Kupił jednego z największych. Czyżby Riddle o czymś nie wiedział? Odesłali pakunki do domu i ruszyli przez miasteczko z zamiarem zatrzymania się gdzieś na gorącą czekoladę. Nick dyskretnie zwrócił uwagę Dracona na idących za nimi mężczyzn. Coś mu nie pasowało. Nieznajomi wyciągnęli różdżki. Na szczęście blondynom udało się to uczynić jako pierwszym. Nie wiadomo skąd pojawiali się nowi przeciwnicy. Nick popchnął Hope i kazał jej się prędko ukryć. Na pomoc generałom przybyło trzech funkcjonariuszy służby porządkowej. Powoli pokonywali swoich przeciwników, którzy teleportowali się z miejsca zdarzeń. Kiedy walka ucichła dziewczynka wyszła ze swojej kryjówki. Ostatni z przeciwników przed samą teleportacją wypuścił ze swojej różdżki śmiercionośny promień Avady Kedavry. Zielony snop odbił się od jednego, drugiego, trzeciego budynku i leciał prosto w stronę Hope. Nick rzucił się aby zasłonić dziewczynkę własnym ciałem. Avada uderzyła prosto w niego. Świat zaczął mu znikać sprzed oczu. Upadł na kolana. Czy tak właśnie ma zginąć? Czy tak właśnie zakończy się jego marny żywot? Świat zamienił się w czarną plamę. Zapadł się w nią.